RSS
 

Broń Franca Osipowicza Macka

04 mar

Każdy, kto trochę bardziej zainteresuje się rosyjską bronią myśliwską wcześniej czy później  zetknie się z nazwiskiem  Franca Osipowicza Macka. Zasłynął on z wytwarzania broni, która szybko – już za jego życia – stała się prawdziwą legendą. Rusznikarnia F.O.Macka została założona w Sankt Petersburgu, w 1883 roku. Wcześniej mistrz pracował jako rusznikarz u świetnego specjalisty H.F. Gonno. W 1883 roku Macka  wykonał pierwszą samodzielną strzelbę myśliwską. Na wystawie w 1886 roku jego broń oceniono jako drugą pod względem jakości.  Dubeltówki Macka można ocenić jako angielskie w formie i wykończeniu. Lepszej rekomendacji nie trzeba, bo cóż może być bardziej wiecznego niż niedościgniony balans i lekkość angielskich strzelb horyzontalnych?

Mistrz wykonywał tylko drogą broń i tylko na zamówienie. Niestety, nie miał możliwości wykonywania luf, zamawiał je więc u najlepszych firm, troszcząc się zwłaszcza o jakość użytej stali. Rocznie jego rusznikarnię opuszczało najwyżej 20 egzemplarzy broni. Były to najczęściej śrutówki kalibru 12, z różnymi typami zamków i zamknięć. Wiadomo, iż wykonał dwie strzelby horyzontalne  kal. 12, z częściowym gwintem typu Paradox.  Wyróżniały się one wspaniałym skupieniem serii strzałów, oczywiście przy użyciu specjalnych kul, przeznaczonych do broni tego typu. Macka robił też elitarne ekspresy na proch dymny i bezdymny. W 1900 roku wykonał dubeltówkę kal. 24, specjalnie dla bronioznawcy i łowcy S.A. Buturlina. Także ta broń miała gwint typu Paradox i strzelala dobrze zarówno śrutem jak i kulą. W książce rejestracyjnej zakładu, którą mistrz skrupulatnie prowadził, strzelba  ta miała nr 257. Broń u Macka zamawiał także miłośnik strzelań śrutowych Iwaszencew, jego strzelba kal. 20 mogła strzelać bardzo silnymi ładunkami.

Macka odszedł z tego świata w 1907 roku, zdążył jednak wyszkolić dwóch świetnych następców – I.L. Alieszkina oraz K.P. Masłowa. Pierwszy z nich kupował pozespoły w dobrych zachodnich firmach, po czym ręcznie składał i dopieszczał broń. Strzelby Alieszkina były bardzo bogato grawerowane i cieszyły się wielkim uznaniem. Jedna z jego strzelb kal. 20 przechowywana jest w Państwowym Muzem Historycznym i wyróżnia się przepięknym, prawie angielskim stylem wykończenia.

Masłow urodził się w 1880 roku. Praktycznie jako dzieciak przyszedł terminować do Macka. Szybko zyskał uznanie i szacunek. Po śmierci swojego mistrza odziedziczył nie tylko jego ruszniarnię, ale i mieszkanie. Masłow swoją broń numerował tak, jak gdyby w prostej linii kontynuował tradycje swojego mistrza. Używał tej samej książki rejstracyjnej. Masłow kochał dubeltówki kalibru 20 i wykonał przynajmniej kilka sztuk broni wg świetnego systemu Iwaszencowa, z bocznym kluczem.

Znakowanie broni uznanego petersburskiego rusznikarza było dość proste, ale niejednolite. Napis „F.O. Macka” znajdował się najczęściej na lewej bocznej płycie. Na prawej płycie – patrząc od strony kolby był napis C. Petersburg.  Wszystkie główne części broni winny mieć nabity ten sam numer, zgodny z książką rejestracyjną. Na lufach złotą wstawką określono jeszcze raz nazwisko i pierwsze litery imion mistrza oraz  miasto, w którym pracował. Głównym nośnikiem informacji bywa dolna strona bloku luf.  Na przykładowym  modelu „angielskiej” dubeltówki Macka (rozpatrzmy idealnie zachowany egzemplarz nr 310) możemy znaleźć w tym miejscu „dwupiętrowe” bicie. U góry lew, pod nim pod kreską litery G  P. Oznacza to skrót od słów Gun Proof – sprawdzenie broni czyli dokładnie znak londyńskiej stacji sprawdzającej broń, wybijany od 1 sierpnia 1904  roku. Cyfra 12 oznacza oczywiście kaliber luf,  przy czym wybito go w stylu innym niż angielski.  Od 1887 roku kaliber bito w górnej części rombu, zaś w dolnej mieściła się litera C (przy komorze krótszej od 75 mm) lub CL (przy dluższej). Dotyczyło to zarówno stacji w Londynie jak i Birmingham. Wydaje się, iż sygnaturę – kaliber 12 wybił sam Macka. Prócz tego na obu lufach umieszczny jest napis CHOKE, czyli sugestia, iż broń dysponuje zwężeniami wylotowymi, poprawiającymi parametry strzału. Na każdej lufie znajduje się wielocyfrowy numer, zgodny z numerem sprawdzeń ksiązki rejestracyjnej stacji badawczej w Londynie.

Głęboki napis TRADE MARK (przedzielony snopkiem żyta) oraz gotyckie litery G.Kilby z lewej strony to oczywiście stare oznaczenia uznanej  marki. Można jeszcze wyróżnić napis „Sir Josepf Whitworths FLUID COMPRESSD STEEL, dotyczący użytej doskonałej stali lufowej.

Lufy z tej stali trafiały do wielu uznanych rusznikarni, zastępując drogie w wykonaniu i słabsze mechanicznie lufy damsceńskie. Co ciekawe, lufy tej konkretnej broni, mimo wysokich parametrów trwałości stali Whitwortha, np. na rozerwanie wykonano jako grubsze niż w modelach z Anglii (prawie 2 mm u wylotu i równo 5 mm przy komorze). Czyżby wymuszały to warunki rosyjskich polowań? Podzespoły tego egzemplarza broni wykonano w firmie G. Kilby, lufy jak się wydaje z najlepszej ówcześnie stali na świecie,  sprawdzono w Londynie i przesłano do Macka, który je podrasował  i wspaniale ozdobił. Egz. nr 310 przygotowano do strzelania drobnym śrutem – świadczą o tym mocne czoki, zaczynające się 60 mm przed wylotem. Zwężają one blok luf z 18,3 mm do 17,3 mm. Na końcu luf umieszczona jest niewielkich rozmiarów muszka (1,5 mm) wykonana z melchioru. Szyna zwęża się płynnie z 11 do 8 mm.

Opisywana broń cechuje się oryginalnym, bardzo mocnym systemem zamknięcia. Znane są zamknięcia pojedyncze, podwójne, potrójne i poczwórne. Wzmiankowana strzelba ma  takich zamknięć jeszcze więcej, bo aż pięć. Jest to – jeżeli można tak określić wzmocniony (czy dodatkowo modyfikowany) system Westley – Richardsa.

Płyty boczne mają tylko charakter ozdobnych. W broni zastosowano bezpiecznik nieautomatyczny. Interesujące wydają się wskaźniki napięcia kurków. Umieszczono je na płytkach bocznych. Mają one kształt strzałek, których położenie sygnalizuje stan kurków.

Grawerunek wydaje się  prawie doskonały. Psy myśliwskie, lisy i bażanty, oddane z wielkim realizmem. Dużo złoceń.

Osada oczywiście została wykonana z orzecha włoskiego wysokiej klasy, z pięknym rysunkiem słojów. Kolba typu angielskiego dysponuje bardzo drobno naciętą kratką. Wystarczy jedno spojrzenie na broń mistrza z Sankt Petersburga, by wiedzieć, iż jest to wyrób niezwykły.

Tak więc i w dawnej, carskiej Rosji byli rusznikarze, którzy wykonywali broń arcyciekawą, ze wszechmiar elitarną.  Szkoda, że rewolucyjna zawierucha zniszczyła te manufaktury. Jeżeli nawet starały się one przetrwać, to przecież w sowieckiej rzeczywistości wybito arystokrację. Nie było już  potencjalnych nabywców drogiej broni. Dopiero później władze zrozumiały, iż broń myśliwska możne być świetnym towarem eksportowym.  Tradycje starych rusznikarni  stara się kontynuować firma  MC (KBP) z Tuły. Wydaje się, iż robi to zupelnie nieźle.

Marek Czerwiński

 
Komentarze (20)

Napisane przez w kategorii Broń

 

Tags:

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Dawid

    5 marca 2016 o 17:38

    Bardzo ciekawy artykuł.

     
  2. mataczerw

    5 marca 2016 o 22:20

    I ciekawy rusznikarz.

     
  3. ~piotr

    7 marca 2016 o 23:31

    Witam uprzejmie !
    Z wielką przyjemnością czytam Pańskie artykuły i pozostaję pod ogromnym wrażeniem wiedzy …
    Korzystając z okazji chciałbym zapytać o opinię n.t. :
    - CZ 550 Lux Medium 9,3×62 lub Sabatti Rover Thumbhole 9,3×62 z optyką DO Titanium 2,5-10×56 jako podstawowy sztucer (z dobieraniem amunicji zależnie od zwierzyny),
    - bock Antonio Zoli 12/70 (taki już wiekowy) czy horyzontalna Buhag 16/70 (równie wiekowa, ale w rękach mocno starszego Pana i utrzymana w stanie prawie fabrycznym) jako śrutówka,
    - Sabatti Rover Thumbhole 223 Rem. albo CZ 527 w 223 Rem. z lunetą DO Titanium 3-12×56 jako taki trochę „semivarmint” na liska, borsuka, sarenkę, warchlaka;
    Co Pan sądzi o takim zestawie? Czy mógłby mi Pan coś podpowiedzieć z podobnej półki?
    Pozdrawiam serdecznie.
    Darz bór !

     
    • mataczerw

      8 marca 2016 o 10:49

      Horyzontalny Buhag kal. 16/70 w idealnym stanie to świetna okazja. Ta broń tyko zyskuje z wiekiem.
      CZ odradzam. Sabatti Rover Thumbhole .223 Rem. może być ale z lunetą o większych krotnościach (lis wymaga mocnych powiększeń, minimum 16 x).
      W kal. 9,3 x 62 radzę poszukać troszkę wyższej półki.

       
      • ~piotr

        8 marca 2016 o 14:40

        Serdecznie dziękuję za szybką odpowiedź.
        Przed kupnem Buhaga powstrzymał mnie fakt, iz to była 16, gdyby była 12 – nie byłoby dyskusji.
        Tytułem wyjaśnienia: Thumbhole to stąd, że bardzo lubię ten chwyt – pewnie dlatego, że rękę mam do niego przyzwyczajoną (mundurowy:) ), poza tym jestem mocno zdecydowany na syntetyk.
        Pozwolę sobie jeszcze nadużyć Pańskiej wiedzy i uprzejmości:
        - co Pan sądzi o broni A. Zoli?
        - strzelał Pan kiedyś z horyzontalnej Merkel 12/70 z oryginalnymi pełnymi czokami na obu lufach? Kolega twierdzi że strasznie kopie i trzeba być doskonałym strzelcem żeby z tego trafiać …
        - jaką konkretnie wyższą półkę miał Pan na myśli pisząc o 9,3? Myślałem też o Mossbergu 4×4, ale tego chyba nie ma w 9,3 …
        Nie ukrywam, że Pańska opinia jest dla mnie bardzo ważna.
        Pozdrawiam.

         
        • ~Marek Cz.

          9 marca 2016 o 19:31

          A.Zoli – sztucer to kopia Husgvarny, nieco gorsza od oryginału. Broń śrutowa jest dobra ale delikatna.
          Z takiego Merkla nie miałem okazji strzelać.
          Mossberga 4 x 4 nie ma w 9,3 x 62, jest tylko Patriot w .375 Ruger.
          Nie wszyscy trawią 9,3 x 62 w repetierze, wyjściem może byc sztucer samopowtarzalny.

           
          • ~piotr

            9 marca 2016 o 20:12

            Raz jeszcze serdecznie dziękuję.
            Zapoluję chyba na tego Patriota .. czekając na Pańską odpowiedź poszperałem trochę w Mossbergach :) .
            Ale podobno „im dalej w las – tym więcej grzybów” …
            Napisał Pan kiedyś z wielkim sentymentem o 8×57 oraz o tym, że jest to minimum na pędzenia…
            Gdyby chcieć patrzeć pod kątem praktyczności, dostępności najcięższych pocisków, siły obalającej, obchodzenia się z tuszą itp, to co należy wybrać jako podstawowy sztucer?
            Kaliber 8×57 , 9,3×62 czy .375 Ruger (to chyba nasze 9,5?) ?
            Pozwalam sobie męczyć Pana pytaniami, gdyż porządkuje mi Pan tę moją (w większości teoretyczną) wiedzę i ułatwia podejmowanie decyzji.
            Raz jeszcze dziękuję i proszę o wyrozumiałość …
            Pozdrawiam.
            Piotr.

             
  4. ~Marek Cz.

    10 marca 2016 o 10:18

    Jak pod kątem praktyczności to z wymienionych 8 x 57 JS.
    Generalnie najlepiej w kraju sprzedaje się .308 Win.

     
    • ~piotr

      10 marca 2016 o 20:33

      Panie Marku !
      W moim obecnym pojmowaniu świata sztucerów (może nieco naiwnym czy wręcz niedouczonym, ale jednak moim własnym :) ) nie ma miejsca na nic poniżej 9,3×62. Tak po prostu.
      Jedyna wątpliwość to 8×57…
      Ale po przeczytaniu chyba wszystkich Pańskich artykułów o broni i amunicji (zwłaszcza tekstu o magnumach) zasiała mi się ciekawość świata broni amerykańskiej, zwłaszcza w temacie .375 i .338.
      I teraz to dopiero mam problem… :(
      A nowy sztucer kupić muszę !
      I musi to być coś stopującego (ten Pański tekst też czytałem…), ale zarazem takiego dającego się zuniwesalizwać na drobnejsze sztuki…
      Pomoże Pan?
      Piotr.

       
      • ~Marek Cz.

        11 marca 2016 o 13:43

        No to może .338 WM lub .375 Ruger? Broń tego kalibru (z USA) jest dostępna w RP, z amunicją troche gorzej ale jak się zamówi kilka opakowań szybko sprowadzą.

         
        • ~piotr

          11 marca 2016 o 19:21

          Chyba tak też się sprawa zakończy … Zwłaszcza, że ceny sztucerów „made in USA” są zachęcające, zwłaszcza w syntetyku.
          Tylko który z nich?
          Trochę się obawiam o oddziaływanie takich pocisków na tusze zwierząt, zwłaszcza mniejszych dzików czy saren.
          A wszystkiego raczej nie da się „opanować” doborem pocisku…
          Nie mogę nigdzie znaleźć tabel balistycznych dla tych pocisków i porównać sobie z np. 9,3×62 czy .338 LM albo jakimś Federalem…
          Ma Pan może jakiś link albo skan?
          Byłbym zobowiązany.
          Piotr.

           
          • ~Marek Cz.

            12 marca 2016 o 08:49

            Proszę wchodzić na strony firm amunicyjnych z USA: Federal, Winchester, Remington etc.
            Niestety dane trzeba skonfigurować do naszych jednostek, tzn. J i m/s.
            Tańszy bedzie .338 WM, w sensie eksploatacji – niższy koszt amunicji, plus mniejszy odrzut.

             
  5. ~Dawid

    13 marca 2016 o 21:16

    Panie Marku,

    Czy miał Pan kiedyś do czynienia z bronią Zanardini ? Mam możliwość kupić kniejówkę tej firmy. Wygląda nieźle, ale nazwa producenta nic mi nie mówi. Kaliber 5,6x57R oraz 16/70. Broń bez grawerunków.

    Pozdrawiam

     
    • ~Marek Cz.

      14 marca 2016 o 10:24

      Nie znam tej broni, niestety.

       
  6. ~Grzegorz

    15 marca 2016 o 15:53

    Witam,
    Panie Marku szukam sztucera w standardowej lufie w kal 223. Skłaniam się ku Tikka 3 Hunter. Uprzejmie poproszę o doświadczenia co do celności tej broni i gramatury amunicji. Z tego co wiem ma ona skok 1:8 co dedykuje jej cięższą niż 55 „grainsów” amo. A może podpowie Pan coś innego w tej klasie/grupie cenowej/jakościowej.

     
    • mataczerw

      16 marca 2016 o 11:40

      Prócz Tikki jest jeszcze mnóstwo innych, ciekawych propozycji – wszystkie firmy oferują repetiery kalibru .223 Rem.
      T3 ma krótki skok gwintu, więc powinna preferować pociski o masach 4,02 – 4,99 g.

       
  7. ~Mariusz

    25 kwietnia 2016 o 15:38

    Witam.
    Panie Marku śledzę Pana blog z wielką uwagą jak również Pana publikacje, z których czerpię dużo przydatnej wiedzy.
    Mam jednak pytanie co Pan sądzi o sztucerach sabatti rover thumbhole? czy to dobra broń, mam dylemat co do kal. czy 6,5 x55 czy bardziej uniwersalny 308 win. i lufa 560 czy 610 mm?

    Pozdrawiam
    Darz Bór

     
    • mataczerw

      26 kwietnia 2016 o 09:11

      Jak ma Pan sporo dzików i jeleni to .308 Win.
      Sabatti Rover to broń dostateczna z dużym plusem. Kolba z otworem na kciuk (czy całą dłoń) zwiększa ergonomię.
      Długość lufy (560 czy 610 mm) w zastosowaniach myśliwskich bez znaczenia.
      Niech się Pan kieruje pierwszym wrażeniem. Jak serce zabije mocniej właśnie przy tej wersji i po przespaniu sie z tematem nadal myśli Pan o Sabatti to brać.

       
  8. ~krzysiek

    12 sierpnia 2016 o 16:23

    Witam Pana, mam mały problem co kupić – jak większość :)
    przeczytałem chyba większość Pana wpisów – i o „teście 9″ i dalej nie wiem
    Merkel SR1 czy Vulcan Winchester (samo-powtarzalny) – kaliber 9.3 – chyba ze cos by Pan doradził innego –

    z gory śliczne dzięki

     
    • mataczerw

      12 sierpnia 2016 o 17:38

      Merkel SR1 oczywiście jest lepszy.