RSS
 

Broń myśliwska Dzikiego Zachodu

03 sie

Omawiając broń długą Dzikiego Zachodu trzeba wpierw oddać hołd dwóm wczesnym karabinom. Pierwszy to „sztucer pensylwański”, zwykle określany jako karabin lub sztucer  z Kentucky. Nazwa „strzelba z Kentucky” pochodzi od stanu, w którym powszechnie używali jej farmerzy. Była to skałkowa broń myśliwska, stosowana przez pionierów i traperów u schyłku XVIII wieku. Charakteryzowała się małym kalibrem (najczęściej 0,44 cala, czasem jeszcze mniej) oraz gwintowaną, długą lufą.. Długość całkowita sztucera mogła przekraczać 1,5 metra. Sztucery z Kentucky osiągały fantastyczną celność, oczywiście jak na tamte czasy. Kolby wykonywano z dobrego jakościowo drewna, często zdobiąc je wspaniałymi okuciami. Osadnicy uzbrojeni w tego rodzaju broń odegrali ważną rolę w walce o niepodległość Ameryki Północnej ( podczas wojny z angielskimi kolonizatorami u schyłku XVIII wieku).

Druga broń to sztucery Hawken, cenione wśród traperów za celność, idealne zbalansowanie i wytrzymałość.  Były one cenione zwłaszcza w dużych kalibrach. Hawkeny wyparły niemal zupełnie broń z Kentucky, która okazały się zbyt podatna na uszkodzenia.
Prócz ww. sztucerów używane były także jednostrzałowe karabiny kapiszonowe, w większości oparte na konstrukcji brytyjskiego Enfielda. Jednak w klasycznych westernach one nie występują.

Każdemu, kto lubi kino epoka ujarzmiania Dzikiego Zachodu kojarzy się przede wszystkim z rewolwerami. Każdy cowboy, podróżnik, obrońca prawa  czy bandyta  uzbrojony był przynajmniej w jeden rewolwer. Wielu używało pary Coltów, niektórzy  nosili jeszcze mały bębenkowiec kal. 31, jako „broń ostatniej szansy”. Czynili tak np. szulerzy.  Popularna broń krótka tego okresu wykonywana była głównie w solidnych kalibrach (.44 i .45) i nierzadko, choć raczej z konieczności traktowano ją jako myśliwską. Z ciężkiego rewolweru kal. 45 można było ubić nawet niedźwiedzia.  Oczywiście tylko z bliska, najlepiej lokując kilka pocisków w strefie życiowo ważnych organów.

Legenda głosi, iż słynny „Dziki Bill” Hickok w bardzo młodym wieku spotkał się oko w oko z grizzly. Użył rewolweru Colta, ale w niedużym kalibrze .36.  Była ta broń dość celna, ale energia kinetyczna kuli nie przekraczała 200 J. Pociski tej broni nie mogły zastopować niedźwiedzia, Bill dobył więc noża, bardziej skutecznie. Miś padł, ale i Hickok przez trzy miesiące leczył swoje  rany.

Potem „Wild Bill” prócz pary Coltów kalibru .36 używał  wielu innych rewolwerów, pod  mocniejsze pociski. Wiadomo, iż lubił potężnego Colta Dragoona kal. 44, który był może i mniej celny od broni  kal. 36, ale obalał lepiej. W 1874 roku, w prezencie do Buffalo Billa dostał parę grawerowanych Smith – Wessonów kal. 44 (model „American”,  już pod amunicję zespoloną).

O naboju .45 Long Colt mówiono, iż można nim przestrzelić stodołę pełną siana i stojącego za nią złodzieja. Trochę było w tym przesady, ale faktem pozostaje, iż jak na pocisk do broni krótkiej sprawował się całkiem nieźle, zwłaszcza analizując kwestię rażenia obalającego. Ciężki, ołowiany, pocisk (masa ok. 15 – 16 g), o zaokrąglonym wierzchołku mimo stosunkowo niskiej prędkości wylotowej i umiarkowanej kinetyki (400 – 550 J) dobrze przekazywał energię w tuszy. Przy trafieniach w kości silnie grzybkował. Jak na owe czasy był to dobry, celny pocisk, sprawdzający się także w szybkostrzelnej broni długiej, oczywiście przy umiarkowanych dystansach strzału.

Człowiek z wielkokalibrowym rewolwerem Colta czy Smith – Wessona mógł przetrwać w trudnych warunkach, nawet wtedy, gdy utracił klasyczną broń myśliwską  – strzelbę czy sztucer. Rewolwer wspomagał także, a czasem nawet zastępował wojskowy  karabin. I takie założenie pewnie przyświecało konstruktorom solidnych „bębenkowców”, poczynając od potężnego, kawaleryjskiego  Colta wz. 1847, pierwszego „Magnuma” swoich czasów.  Nazywano go także Walker lub Whitneyvill Walker (od miasta Whiteyvill, w którym był produkowany i nazwiska kapitana Walkera, który pomógł go opracować). Ponoć pocisk z tej armaty obalał konia z dystansu 75 metrów.  Kawalerzysta mógł się nim skutecznie bronić i walczyć, także wtedy gdy nie miał karabinu. Moim zdaniem ta właśnie broń, a nie Colt wz. 1873 Peacemaker może być uznany za godnego przodka prawdziwych myśliwskich rewolwerów. Mówiło się w tych czasach, iż „ten, kto zajrzał w wylot lufy potężnego Walkera mógł dojrzeć cmentarz”. Niewątpliwie, odstraszał już sam wygląd Walkera. Rewolwer miał masę ponad 2,1 kg, przy długości całkowitej 395 mm i długości lufy 230 mm. Ołowiany, dziewięciogramowy  pocisk  kulisty osiągał Vo = 366 m/s, co dawało energię kinetyczną równą  610 J. Inne źródła podają, iż przy pocisku wydłużonym o masie 14,25 g i maksymalnej elaboracji (ładunek ok. 3,6 g prochu czarnego) można było „wyciągnąć” energię Eo przekraczającą 810 J.  To mniej więcej tyle, ile daje współczesny .357 Magnum.  Imponujące…

My jednak zajmijmy się głównie bronią długą. I tutaj nie ulega żadnych wątpliwości, iż ulubionym sztucerem osadników, traperów czy obrońców prawa była broń systemu „lever action” z zamkiem dwutaktowym, sterowanym dolną dźwignią wahliwą. I choć przy końcu epoki Dzikiego Zachodu pojawiły się i inne systemy broni magazynkowej jak chociażby „pompy” („pump action”) czy sztucery z czterotaktowym zamkiem ślizgowo – obrotowym, to stanowiły one raczej tło dla szybkostrzelnych „lewarów”. Z zewnątrz sztucer pracuje jak lewar i stąd wzięła się nazwa. Jak działa taka broń?  Upraszczając nieco zagadnienie, strzelec naciska w dół do oporu dźwignię wahliwą, będącą przedłużeniem kabłąka spustowego. Po odciągnięciu dźwigni mechaniczny ekstraktor wyciąga łuskę z komory nabojowej i wyrzuca ją, napinając jednocześnie kurek. Zamek jest odryglowany i znajduje się w skrajnym, tylnym położeniu. Podajnik obniża się do poziomu magazynka rurowego, a sprężyna magazynka przesuwa kolejny nabój na podajnik. Podczas powrotnego ruchu dźwigni podajnik podnosi nabój na linię dosyłania, a powracający zamek dostarcza go do komory nabojowej. Zamek jest zaryglowany.

Początek „złotej ery” wspaniałych lewarówek nastąpił gdzieś w połowie XIX wieku, gdy nieśmiało pojawił się wielostrzałowy Volcanic, wielostrzałowy pistolet kal. 30 i 38, z magazynem rurowym. Volcanic z dostawną kolbą mógł z powodzeniem pełnić rolę broni długiej. Potem nadszedł czas sztucera Henryego.

By poczuć tchnienie tej legendy, nie trzeba nawet oglądać westernów. Każdy, kto czytał powieści Karola Maya, zachwycał się  bronią Old Shatterhanda. Co prawda, autor nieco nadużył pojemności magazynka, ale miał prawo, ars poetica. W burzliwych latach końca XIX wieku w olstrach jeźdźców z Dzikiego Zachodu można było ujrzeć sztucery i karabiny Henryego, Winchestera, Marlina, Spencera, Colta – Burgessa,  Whitney – Burgessa, Whitney – Kennedyego, Evansa i inne. Na przełomie XIX i XX wieku pojawił się mocny i celny sztucer firmy Savage, słynny wz. 1899. Używali go bardzo chętnie Indianie.

Wszystkich wzorów omówić się oczywiście nie da, skupmy się więc na najbardziej popularnych. Niedługo po Volcanicu swój karabin kalibru .44 (również z podlufowym magazynkiem tulejowym) opatentował Benjamin Tyler Henry. Patent broni kupił Oliver F. Winchester i w 1860 r. rozpoczął produkcję karabinu w swojej fabryce. Broń jak na ówczesne czasy była bardzo droga, mimo to chętnych nigdy nie brakowało. Żaden karabin czy sztucer nie dawał takiej siły ognia. Magazyn dłuższej wersji mieścił 14 nabojów! Wprawny strzelec mógł je wystrzelać w mgnieniu oka. Niestety ładowanie broni było dość skomplikowane.  Czyniono to od  przodu, opierając sztucer kolbą o ziemię (lub zwracając lufą do strzelca). Przełomem był system Nelsona Kinga (patent Nr 55012 z 22 maja 1866 roku; broń oznaczono jako Winchester model 1866). Naboje podawano teraz przez okno w komorze zamkowej.  Było to kapitalne rozwiązanie, o wiele lepsze niż w systemie Henry’ego. Model 1866 był reklamowany jako karabin dający „dwa celne strzały na sekundę”.

Nieco zmodernizowaną wersją broni z 1866 roku był Winchester Model 1873. Zastosowano w nim nowszą amunicję centralnego zapłonu  kal. 32; 38 i 44. Zamek odróżniał się centralnie ulokowaną iglicą. Nowością były zdejmowane pokrywy boczne komory zamkowej. Miały  one lekko zaokrąglone formy. Produkowano cztery typy broni tego systemu: długi karabin wojskowy (muszkiet);  karabin, karabinek oraz karabin sportowy.

Karabinek kawaleryjski miał krótką lufę długości 508 mm. Magazyn mieścił 11 nabojów.  Właśnie ten model  cieszył się największą popularnością wśród myśliwych, był bowiem poręczny i łatwo można go było wozić przy siodle.  Wydaje się, iż lewarowy wzór 1873 był najbardziej lubianą, pożądaną i najczęściej kupowaną bronią z całej bogatej gamy karabinów  „lever action”. Używał go m.in. bandyta Billy Kid. Także  pogromca Billa,  Pat Garret przez większą część swojej „kariery” używał lewara Winchestera wz. 1873 i Colta z lufą długości 7,5 cala, tylko dlatego, że oba były w tym samym kalibrze:  .44 – 40.

Nabój kalibru .44, po modyfikacjach oznaczony jako .44 – 40 (.44 oznacza kaliber w setnych częściach calach, zaś 40 ładunek prochu czarnego,  w grainach), wg współczesnych kryteriów nie był energetycznie udany, za to wystarczająco celny na dystansie 75 – 100 m. Najważniejsze, iż z broni strzelano tą samą amunicją, co ze znacznej części rewolwerów.  Mądrzy strzelcy starali się, by ich rewolwery i sztucery „konsumowały” ten sam nabój. Niegłupie, pod względem logistycznym. Trzeba jednak wiedzieć, iż ostatnich latach XIX wieku aż 60 % rewolwerów Colta strzelało nie nabojem .44 – 40 Win. lecz .45 Long Colt , podczas gdy karabiny pod nabój .45 LC pojawiły się dopiero na przełomie wieków. Znaczna część posiadaczy sztucerów lewarowych kal. 44 – 40 Winchester musiała więc używać broni krótkiej pod amunicję .45 LC, podobną ale oczywiście nie wymienną.  Z ferworze walki czy łowów o pomyłkę było nietrudno. Gdy do sztucera kal. 44 – 40 Win. załadowano nabój .45 LC, broń natychmiast się zacinała i to na „amen”. Bez pomocy rusznikarskiej takie zacięcie trudno było usunąć, zwłaszcza w starszych wzorach. W 1881 roku Indianie zaatakowali teksaskich rangersów.  Jeden z nich, Georges Lloyd pomylił się i wprowadził nabój od  rewolweru Colta kal. .45 LC w magazyn tulejowy swojego Winchestera wz. 1873. Przeheblował dźwignią wahliwą, broń się oczywiście zacięła. Znajdując się cały czas pod ogniem zdołał za pomocą noża okręcić śruby bocznej pokrywy komory zamkowej, zdjął ją, po czym usunął niewłaściwy nabój, założył i dokręcił pokrywę. Potem załadował  broń nabojami .44 – 40 i skutecznie wrócił do boju. Przykład ten jest dowodem nie tylko opanowania czy zimnej krwi ówczesnych stróżów prawa i porządku ale także mądrego unowocześniania konstrukcji broni systemu „lever action”.

Anthony Man poświęcił temu modelowi cały film, zatytułowany właśnie Winchester 73.

W 1873 roku teksańscy rangersi oddali swe jednostrzałowe Sharpsy kalibru .50 – 70 i przeszli na szybkostrzelne Winchestery.

Oczywiście myśliwi wciąż skarżyli się na amunicję do sztucerów lewarowych. Mieli rację, bo przecież trudno daleko strzelać nabojem, przeznaczonym zasadniczo do broni krótkiej. Także energia kinetyczna pocisków była ledwie dostateczna.

Być może dlatego nieco wyżej od sztucera Henryego z 1860 roku oraz modelu wz. 1866 ceniony był karabin wojskowy z 1860 roku czy karabinek Spencer wz. 1865, dostosowany do mocniejszej amunicji .56 – 50 Spencer (jak również .56 – 52 i .56 – 45).

Pocisk naboju Spencera, o masie 22,7 g osiągał Vo = 366 m/s, przy naważce 2,9 g prochu czarnego. Energia kinetyczna Eo dochodziła do  1520 J. Pocisk naboju  .44 Henry, o masie 13 g osiągał prędkość początkową ok. 343 m/s, co dawało w sumie energię kinetyczną rzędu 765 J.  Stanowiło to ledwie połowę energii pocisku Spencera. Pewna przewaga sztucera Henry wynikała li tylko z większej pojemności magazynka.

Christopher M. Spencer zaprojektował dla swojej broni magazyn o pojemności siedmiu nabojów, umieszczony w kolbie. W karabinku Spencera wz. 1865 zastosowano blokadę (odcinacz) magazynka, opracowaną przez Edwarda Stablera. Dzięki niej zamek opadał tylko częściowo i nowy nabój nie mógł być pobrany z magazynu rurowego. Doładowywano wtedy broń pojedynczym nabojem; pełna jednostka ognia mogła być więc wykorzystana w razie potrzeby, np. podczas dużego natężenia boju.

Wyprodukowano ok. 100 tys. egzemplarzy broni, wszystkie w firmie Spencer Repeating Amrs Co.z Bostonu w Massachusetts. Pod koniec wojny Północy z Południem zakłady popadły w poważne tarapaty finansowe i wykupiono przez Olivera Winchestera.

Repliki tej broni, z lufami długości 508 i 760 mm są oferowane m.in.  przez Chiappę, w kalibrach .56 – 50 Spencer, .45 Schofield; .44 – 40 Win. i .45 Long Colt.

Aby  lewary Winchestera pod silny nabój karabinowy mogły się wreszcie narodzić, trzeba było solidnie wzmocnić konstrukcję. Stało się to w 1876 roku. Wzór 1876 (znany jako broń legendarnego Toma Horna) jest współcześnie oferowany przez firmę A. Uberti. Włosi sprzedają go w kalibrach .40 – 60; .45 – 60; .45 – 75 i .50 – 95,  z lufami długości 560 (karabinek) lub 711 mm. Sztucer z 28 calową lufą waży aż 4,65 kg i ma 1236 mm długości ale działa znakomicie. Widać, opisy strzeleckich wyczynów Horna (który trafiał ponoć z  broni kal. 45 – 60 w punktowe  cele, oddalone o  400 metrów) nie są wcale przesadzone. Krótsza wersja ma osłonięty łożem cały magazyn podlufowy.

Do zakończenia produkcji w 1898 roku wypuszczono dokładnie 63.871 oryginalnych sztucerów Winchestera wz. 1876.

Model 1876 kal. 45 – 75 (wraz z rewolwerem Enfield kal. .476) wszedł na wyposażenie królewskiej, północno – zachodniej policji górskiej, utrzymującej porządek na terytorium Kanady.  Używał go m.in. słynny Apacz Geronimo i wraz z tą bronią skapitulował w 1886 roku. Kapitalną modernizacją tej lewarówki był karabin Winchester wz. 1886, ze wzmocnionym układem ryglowania. Opracował go John Moses Browning. Broń strzelała jeszcze mocniejszymi nabojami, głównie kal.  .45 –  90; .45 – 70 – 350; .45 – 70 – 330;. 45 – 70 – 500 ;  .45 – 70 – 405; .50 – 110 – 300 oraz 33 Winchester. Najbardziej płaski tor lotu pocisku zapewniał kal. 33 Win. Karabiny wz. 1886 produkowane były z lufami długości 559 – 660 mm. Sztucery lewarowe wz. 1876 i 1886 były ulubioną bronią Theodore Roosevelta, świetnego myśliwego, późniejszego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Podczas pobytu w Dakocie Roosevelt woził ze sobą oba.  Winchester wz. 1886 kalibru .38 – 56 był bronią słynnego bandyty Boba Daltona; z nim zginął podczas rajdu na Coffeyville w stanie Kansas.

Do sztucera wz. 1886 przeznaczony był nabój .50 – 110, wprowadzony w 1899 roku. Pierwotny ładunek to 7,1 g prochu czarnego, co napędzało pocisk o masie 19,4 g do Vo = 489 m/s. Energia wylotowa wynosiła 2331 J. Jednak przy przejściu na proch bezdymny osiągi naboju gwałtownie wzrosły. Przy prędkości wylotowej 648 m/s energia doszła do 4457 J i taki nabój wystarcza na każdą zwierzynę grubą Ameryki Północnej.  Stosowanie nabojów dłuższych od .50 – 110 było niepraktyczne, ponieważ wymagały pokonania znacznej drogi przesuwu zamka (przy wyrzucaniu łuski i ponownym ładowaniu).

Warto podkreślić, iż obecnie doskonałe repliki wzoru z 1886 roku produkuje m.in. firma Chiappa. Są one znacznie lepsze od oryginałów, bo wykonane z doskonałej stali, na najlepszych obrabiarkach. Broń oferowana jest w nostalgicznych wersjach, zarówno z długimi, oktagonalnymi lufami (660 mm)  jak i bardzo krótkimi (560 i 470 mm), w dostępnych kalibrach .45 – 70 oraz .444 Marlin. Najlepsze wrażenie robi model Kodiak, jak wskazuje nazwa przewidziany na niedźwiedzie. Broń w niezwykły sposób łączy legendę Dzikiego Zachodu ze współczesnością. Jak to możliwe? Otóż dostajemy system, doskonale sprawdzony przez prawie półtora wieku, wspomagany przez ogumowaną, antypoślizgową osadę wykonaną z wysokowytrzymałych tworzyw sztucznych. Stopka – amortyzator pochłania prawie 25 % odrzutu. Lufa i komora ze stali nierdzewnej gwarantują pełną odporność na korozję. Mechaniczne przyrządy celownicze typu przeziernikowego dają możliwość prowadzenia celnego ognia. Magazyn tulejowy jest nieco skrócony, by poprawić zbalansowanie broni. Mieszczą się w nim cztery naboje kalibru .45 – 70, piąty można wprowadzić do komory. Lufa może mieć długość 470 lub 560 mm.

 

 

Warto nadmienić, iż epizod z bronią systemu „lever action” miała też firma Colt. Sztucer 1883 Burgess Rifle został wyprodukowany w ilości 6403 sztuk i kosztował równo 24 dolary. Było to bardzo dużo, bowiem Winchestera wz. 1873 można było kupić już za 17,50 USD. Repliki Burgessa, w kalibrach .44 – 40 Winchester i .45 Long Colt wykonuje A. Uberti, pod marką handlową Taylors and Co. Broń ma lufy oktagonalne długości 20 lub 25,5 cala.

Kolejny model Winchestera, wzór z 1892 roku  był bardzo lekki i składny. Tak lekki, iż robił wrażenie broni „damskiej”. Używał go w westernach  (i przez to bardzo spopularyzował) słynny John Wayne. Ten potężnej postury aktor preferował model skrócony, z lufą długości 406 mm i z mocno powiększoną dźwignią przeładowania (large loop lever) bo jego palce nie były w stanie zmieścić się w standardowej. Wayne ze swoim sztucerem wyglądał cokolwiek śmiesznie, ale za to mógł strzelać i przeładowywać broń  jedną ręką, także podczas konnej jazdy. Robi to wrażenie i może dlatego dla miłośników broni lewarowej właśnie ten aktor zawsze będzie postacią kultową. Chyba nie ma westernu z jego udziałem, w którym nie widać Winchestera z 1892 roku. Ba, Wayne strzela z niego nawet wtedy, gdy film dotyczy czasów, w których takiej broni jeszcze nie było.

Sztucer w oryginale strzelał nabojami kalibru .32; .38; .44 i .25 – 20. Do nowszych, silnych  nabojów rewolwerowych (.357 Magnum; .44 Magnum; .454 Casull czy .480 Ruger) dostosowano go stosunkowo niedawno.  Repliki tej broni produkuje się m.in. w Brazylii (Puma firmy Rossi) oraz we Włoszech (Chiappa). Jest on także często używany w specyficznych konkurencjach strzeleckich (Cowboy Action Shooting).

Winchester wz. 1892 produkowany był aż w dwudziestu odmianach. Największym szacunkiem traperów cieszyła się lekka, jedenastostrzałowa odmiana kawaleryjska, z lufą długości 508 mm. Najlżejszym karabinkiem wz. 1892 był model z półmagazynem na 5 nabojów, którego masa nie przekraczała 2,481 kg. Strzelcy z większymi ambicjami używali czterech odmian sportowych, z lufami długości 610 mm.

Model Winchester wz.1894 przypomina wz. 1892, ale jest przeznaczony do strzelania mocniejszą amunicją karabinową najczęściej elaborowaną już prochem bezdymnym. Charakteryzuje się niską masą i kapitalną poręcznością, co sprawia, iż jest to chyba najbardziej popularny  wzór wśród wszystkich lewarów Winchestera.   Produkowany był początkowo w kalibrach .25 – 35; .30 – 30; .32 Winchester Special; .32 – 40 i .38 – 55, aktualnie wybór kalibrów jest mocno rozszerzony.

Broń była wypuszczana z lufami długości 406, 508, 610 i 660 mm, aż w trzydziestu odmianach, z lufą o profilu zwykłym i wielokątnym. Największą popularność zdobyły odmiany kalibru .30 – 30 Winchester z lekką lufą 20 calową (508 mm) stając się dla amerykańskich myśliwych standardowym sztucerem na jelenie wirginijskie. Wśród fanów broni westernowej Winchester 1894 jest zapewne ostatnim, nostalgicznym karabinem – legendą.

Winchester wzór 1895 bardzo wyraźnie różni się od wcześniejszych konstrukcji. Przygotowany został do strzelania mocną amunicją karabinową, elaborowaną oczywiście prochem bezdymnym. Broń posiada stały magazyn środkowy (o pojemność 4 – 5 nabojów), mocno wystający poza obrys osady. Produkowany był w kalibrach .30 – 40 Krag, .30 – 03, .30 – 06; .303 British; 7,62 x 54R; .35 oraz .405 Winchester.  Model w ostatnim kalibrze służył z powodzeniem nawet myśliwym polującym w Afryce. Broń trafiała na rynki w czterech podstawowych wersjach, także z przeznaczeniem dla wojska. Duże dostawy Winchesterów wz. 95 trafiły  do carskiej Rosji, podczas I wojny światowej..

Generalnie wz. 1895 był  najlepszym z lewarowych Winchesterów, opracowanych w XIX wieku. Przekładało się to na stosunkowo wysoką cenę samej broni, a także jej replik, produkowanych współcześnie.

Gdy w 1901 roku sformowano oddział arizońskich rangersów, otrzymali oni właśnie Winchestery wz. 1895, kalibru .30 – 40 Krag. Broni tej używał także Theodore Roosevelt, podczas swojej wyprawy na Czarny Ląd, tylko w kalibrze.405 Winchester.

Lewarowe Marliny były używane rzadziej od, co nie znaczy, iż były bronią gorszą. Po prostu pojawiły się później, gdy  Winchestery z 1866 i 1873 roku miały już ugruntowaną,  mocną pozycję. Ci, którzy zdecydowali się jednak na Marliny, nigdy nie żałowali. Broń pod względem niezawodności czy jakości wykonania nie tylko nie ustępowała Winchesterom lecz nawet je przewyższała. Dzięki zamkniętej komorze zamkowej zanieczyszczenia nie wnikały tak łatwo do mechanizmów, a boczny wyrzut łusek nie przeszkadzał w osadzeniu lunety celowniczej. Dlaczego więc dla miłośników „Wild Westu” Marliny nie są bronią kultową? Powód jest prosty – nie występowały w westernach.

Należałoby przypomnieć także śrutową „lewarówkę” model 1887. Była to solidna, ciężka i szybkostrzelna broń, oferowana przede wszystkim w kalibrze 12, z lufami różnej długości. Aktualnie replikę tej świetnej strzelby produkują m.in. Chińczycy (Norinco) oraz Włosi (Chiappa). Ta ostatnia firma sprzedaje Model 1887 z lufami długości 560, 610 i 711 mm, także z wymiennymi czokami, w wersjach Cowboy Hunter czy Fast Load

Warto wspomnieć rownież o sztucerach typu „pump action” („slide action”), z ruchomym czółenkiem. Były one znacznie mniej popularne od lewarów. Można tutaj wymienić model 1884 Colt Lightning Rifle. Repliki tej broni produkuje firma A. Uberti (oferowane są pod marką Cimarron Firearms)  w kalibrach .357 Magnum, .32 – 20; .38 – 40; .44 – 40 i .45 LC. Lufy mają długość 508, 616 lub 660 mm.

Aż do 1876 roku na Dzikim Zachodzie brakowało wielostrzałowej broni długiej pod silny nabój karabinowy. Kto więc chciał strzelać daleko i celnie, bywał skazany  na sztucery czy karabiny jednostrzałowe. Największą popularność zyskały Sharpsy, Remingtony, Ballardy i Maynardy.  Precyzyjne, iście snajperskie modele Sharpsów wśród Indian miały taką reputację, iż  nazywano je „strzelającymi dalej od armat”.

Słynny rewolwerowiec James Butler Hickok („Wild Bill”) używał prawie wyłącznie broni krótkiej. Jednak w starciu z Davidem McCanlesem, które miało miejsce 12 lipca 1861 roku posłużył się prawdopodobnie kapiszonowym karabinem Plains. Ponoć McCanles zbyt dobrze posługiwał się rewolwerem Colt Navy  wz. 1851, by Hickok  zaryzykował starcie z bliska.

Teksańscy rangersi stosowali wpierw Sharpsy pod nabój z łuską papierową, potem broń tę przerobiono na amunicję kal. 50 – 70. Ciężkie modele Sharpsów, z ośmiokątną, długą lufą były ulubioną bronią łowców bizonów.

W 1870 roku Richard Baxter Townshend pisarz, podróżnik i łowca popisywał się swoimi umiejętnościami strzeleckimi przed Indianinem o przezwisku Wilk, z którym wspólnie podróżował. Celem była karta do gry, przybita do drzewa. Indianin, świetny strzelec zrobił w karcie trzy przestrzeliny, Richard natomiast pierwszym pociskiem z Sharpsa strzaskał mocujący ją gwóźdź. Po tym wyczynie zachwycony Indianin wykrzyknął „pójdź za mną w prerie i wybij wszystkie kojoty” (cytat z książki R.B. Townshenda „A Tenderfoot in Colorado”). Nierzadko przestępcy czy stróże prawa używali nie tylko pary rewolwerów ale i karabinów. Ten sam autor wspomina, iż spotkał się z groźnym bandytą, który w rękach miał 16 strzałowego Winchestera, używanego do walki z bliska, natomiast przez plecy miał przewieszonego dalekonośnego Sharpsa kal. 45.  Czerwonoskórzy nie mieli jednego słowa na określenie broni precyzyjnej,  pozwalającej na dalekie i celne strzały. Nazywali więc ją „karabinem, który strzela dziś, a trafia jutro”.

Wielu osadników i stróżów prawa ceniło jednostrzałowego Springfielda Trapdoor. Amerykańskie spółki kolejowe i telegraficzne szeroko wykorzystywały Springfieldy, m.in. do polowań na bizony, których stada nierzadko utrudniały przejazd pociągów.

Słynny Buffalo Bill w ciągu całego okresu, w którym był przewodnikiem i myśliwym nie rozstawał się z modelem Trapdoor kalibru .50 – 70. Karabin ten pieszczotliwie nazywał „Lukrecja Borgia”, twierdząc, iż jest „równie piękny jak śmiercionośny” – oczywiście dla wrogów.

Obecnie bardzo wiele firm, zwłaszcza włoskich produkuje doskonałe repliki Sharpsów i innych karabinów epoki „Wild Westu”. Dysponują one celownikami przeziernikowymi, skalowanymi do 1000 a nawet więcej yardów. Dobry strzelec, wykorzystując Sharpsa z ciężką, ośmiokątną lufą długości 811 mm, np. w kalibrze .45 – 120 był w stanie trafiać bizony z dystansu dobrego kilometra!

Bardzo szeroką popularność na Dzikim Zachodzie zyskały strzelby śrutowe, zwłaszcza solidnie skrócone dubeltówki, z horyzontalnym układem luf. Była to mocna broń kalibru 10 lub 12, ładowana przede wszystkim grubym śrutem (loftkami). Owe „obrzyny” były niezwykle skuteczne, gdy cele znajdowały się na dystansie do 25 – 30 metrów.

24 sierpnia 1896 roku, podczas księżycowej nocy oficer policji Heck Thomas wezwał do poddania się bandytę Billa Doolina. Gdy ten ostatni odpowiedział ogniem, dostał się w zasięg  dubeltówki Smitha kal. 12. Heck Thomas wygarnął z obu luf, kładąc przestępcę trupem na miejscu.  Ponoć Doolin dostał pełną salwą  21 loftek…

Bandyta John Westley Hardin przy swoich napadach prawie zawsze używał dubeltówki.

Także słynny szeryf z Arizony, John Horton Slaughter nigdy nie rozstawał się z obrzynem, wykonanym z dubeltówki Remington kal. 12.

„Black Bart” czyli Charles Bolton, przy swoich napadach zawsze straszył ofiary dubeltówką, choć trzeba dodać /gwoli sprawiedliwości/, że nigdy  nie była załadowana.

Chory na gruźlicę doktor stomatologii, rewolwerowiec i szuler Doc Holliday preferował rewolwery, ale często nosił ze sobą „uliczną haubicę” czyli obciętą dubeltówkę Meteor, kalibru 10. Sposób noszenia owego obrzyna – na krótkiej smyczy, przewieszonej przez plecy, tuż pod ręką skopiował od „Mormońskiego mściciela” (Portera Rockwella).

W słynnej strzelaninie w O.K. Corral w Tombstone (Arizona), rozegranej 26 października 1881 roku Doc Holliday miał ze sobą śrutowy obrzyn i strzałem z niego położył jednego z przeciwników, Toma McLaury.

Wyatt Earp w wywiadzie z 1896 powiedział o nim: „Doktor był dentystą, z którego konieczność zrobiła hazardzistę; dżentelmenem, z którego choroba zrobiła pogranicznego włóczęgę; filozofem, z którego życie zrobiło złośliwego dowcipnisia; wysokim, szczupłym blondynem, prawie martwym przez chorobę i równocześnie najzręczniejszym hazardzistą i najszybszym, śmiercionośnym człowiekiem z rewolwerem, którego kiedykolwiek poznałem.”

Replika strzelby z tego okresu – dubeltówka kurkowa Wyatt Earp (Mod. S.707, kal. 12) jest produkowana przez firmę Davide Pedersoli. Broń ma lufy długości 510 mm, długość całkowitą 960 mm oraz masę 3,2 kg. Co ciekawe, zamiast typowych „cylindrów” śrutówka ma zwężenia czokowe (ćwierć czoku w prawej i pół  w lewej lufie).

Napady na dyliżanse pocztowe były bardzo częste. Woźnice dyliżansów musieli wozić ze sobą dubeltówki, często po kilka, bowiem gdy strzelało się z pędzącego wozu do ruchomych celów tylko szeroki snop śrutu mógł gwarantować trafienie. Ciężko uzbrojone dyliżanse (prócz strzelb wożono lewarówki i rewolwery) nosiły wtedy miano „lądowych kanonierek”. Ogień do napastników prowadzili nie tylko woźnice ale i pasażerowie, bo przecież nikt nie chciał być ograbiony. Część broni, która znajdowała się na wyposażeniu takiej „kanonierki” umieszczano więc wewnątrz.

Wymienienie wszystkich modeli sztucerów czy karabinów, które zaznaczyły swój ślad w epoce ujarzmiania dzikich prerii Ameryki Północnej jest praktycznie niemożliwe. Istotne jest, iż broń ta jest nadal produkowana i ciągle znajduje zastosowanie. Na łowach i w sporcie. Oczywiście, myśliwi z Europy kochają ją nieco mniej, twierdząc, iż szybkostrzelne lewary to nie ich bajka, nie ich tradycja  Czy aby słusznie? Ja wolę taką broń od drylingów czy vierlingów, związanych kulturowo tylko z Niemcami czy Austrią. Jedno jest pewne – można nie kochać sztucerów lewarowych Winchestera czy ciężkich, jednostrzałowych Sharpsów ale nie można przejść obok nich obojętnie. Tak działa magia  Dzikiego Zachodu.

I na koniec osobista uwaga – wśród wszystkich sztucerów lewarowych Winchestera, największą sympatią darzę modele z 1876 i 1886 roku. Są solidne, celne i niezawodne, a to że przy tym nieco  ciężkie, nie ma większego znaczenia. Jak dotąd, nie trafiły one do mojej kolekcji, ale usilnie ich szukam. Nie oryginałów, bo na takie mnie nie stać ale replik. Tanie nie są – na każdy trzeba wydać ponad 1400 euro. Ktoś może powiedzieć – a nie lepiej kupić wzory z 1892 czy 1894, nowocześniejsze, lżejsze, pod współczesne naboje? Nowe modele oswajałem przez wiele lat. Nie przeczę – są bardzo sprawne i składne. Dobrze strzelają. Nic nie robi jednak tak piorunującego wrażenia, jak model Winchester 1876, z oktagonalną lufą długości 711 mm. Tom Horn po prostu wiedział, za co kocha tę broń…

Marek Czerwiński

 
Komentarze (4)

Napisane przez w kategorii Broń

 

Tags: , , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Wojtek

    12 grudnia 2014 o 12:27

    Panie Marku z dużym zainteresowaniem przeczytałem Pana opinie i charakterystyki broni z Dzikiego Zachodu. Posiadam kilka wydanych przez Pana książek, które zawsze czytałem z dużym zainteresowaniem. Jestem „fanatykiem” tej epoki. Posiadam kilka Winchesterów i Coltów w różnych kalibrach. Posiadam na płytach DVD kolekcję ponad 300 westernów. W ten sposób realizuję swoje marzenia lat dziecięcych wywołane książkami Karola Maja i filmem „Złamana strzała”. Bardzo wysoko oceniam Pana znajomość broni z tej wspaniałej epoki. Dobrze, że są tacy ZANAWCY tego „sprzętu” jak Pan.
    Przez kilka lat byłem współorganizatorem „Turniej westernowych” organizowanych przez CWKS „Legia” Sekcja Strzelecka. Chcemy w przyszłym roku powrócić do organizowania tych turniej. Mam nadzieję, że tak się stanie. Z przyjemnością byśmy Pana widzieli – jako osobę zaproszoną na naszej imprezie. Mógłby Pan wówczas podpisywać swoją książkę „Broń myśliwska i sportowa systemy „lever action”. Z pewnością było by wielu chętnych nabyć taką książkę z dedykacją autora.
    Serdecznie pozdrawiam i czekam na dalsze „wspomnienia” epoki Dzikiego Zachodu – może teraz coś o rewolwerach.
    Wojtek Janas

     
    • mataczerw

      12 grudnia 2014 o 12:57

      Oczywiście bardzo chętnie przyjadę na takie zawody i mogę podpisywać ww. książkę (o ile ją Pan zorganizuje, bo moje egzemplarze autorskie dawno się skończyły). Zamierzam poważniej zając się rewolwerami z epoki Dzikiego Zachodu i pewnie coś wrzucę na bloga.
      Pozdrawiam.
      Marek Czerwiński

       
      • ~Wojtek

        12 grudnia 2014 o 18:03

        Są księgarnie i sklepy, ktore chetnie tą ksiąźke wystawią.
        Pozdrawiam.
        Wojtek J.

         
        • ~Marek Cz.

          13 grudnia 2014 o 10:13

          Ok, czekam więc na turniej westernowy.
          Pozdrawiam.
          Marek