RSS
 

Czeski peem Vz 26

12 paź

W 2013 roku na nasz rynek trafiły czeskie peemy Vz 26, w wersji samopowtarzalnej. Broń strzela silnym nabojem kal. 7,62 x 25. Do broni pasuje standardowa amunicja rosyjska ale i mocniejszy nabój czeski (wg nomenklatury wojskowej oznaczany jako wz. 48), opracowany głównie pod kątem broni maszynowej. Nabój ten stosowano także w pistolecie CZ 52, zamiennie z amunicją rosyjską. Naważka prochu P1 w tym naboju wynosiła 0,64 g; wcześniej stosowany słabszy ładunek – 0,55 g prochu vz. 27.  Prędkość wylotowa pocisku o masie 5,6 g  dochodziła  /z dłuższej lufy/  do 550 m/s. Pozwalało to na  wyciągnięcie niezłej energii kinetycznej – dokładnie 847 J.

Samopal vz. 26.JPG

Peem został opracowany tuż po II wojnie światowej przez Jaroslava Holecka, początkowo pod nabój 9 x 19 Para. Czesi nie mieli ochoty na wprowadzanie sowieckich, licencyjnych wzorów. Posiadali solidny przemysł zbrojeniowy, rozbudowywany jeszcze w okresie międzywojnia. Mieli też dobrych konstruktorów. Broń przyjęto na uzbrojenie  w dn. 10 sierpnia 1948 roku, pod nazwą CZ 447 (ZK 447). Wersja z kolbą stałą (drewnianą) nosiła oznaczenie Samopal vz 48a (fabrycznie Sa 23), zaś stalową, składaną Samopal vz. 48b (Sa 25). Po decyzji o wycofaniu naboju 9 x 19 z uzbrojenia armii czechosłowackiej broń przekonstruowano pod amunicję 7,62 TT.  Zmieniło się  też nazewnictwo; model z kolbą stałą oznaczono jako Sa 24 (vz. 24), składaną  jako Sa 26 (vz. 26).

Konstrukcja nazywana była nawet „czeskim Uzi” choć historycznie rzecz ujmując powinno być odwrotnie.

Dla konesera broni palnej liczy się coś, co można nazwać zauroczeniem. Sprzęt albo się nam spodoba albo nie. Liczy się pierwszy, nawet pobieżny ogląd. Moje odczucia, pierwsze wrażenie, tuż po krótkim zapoznaniu się z peemem były jednoznaczne: ciężka, solidnie wykonana broń palna. Mimo niewielkich gabarytów waży sporo – 3,1 kg z kolbą składaną i 3,3 kg z kolbą stała. Komora zamkowa z grubej blachy stalowej robi dobre wrażenie. Zbalansowanie jest świetne, a zamek częściowo obejmujący lufę skraca długość całkowitą broni. Na tej właśnie koncepcji oparto wiele późniejszych pistoletów maszynowych.

Zamek

Długość lufy wynosi 284 mm (gwint czterozwojny, prawoskrętny). Długość całkowita to 445/686 mm (z kolbą złożoną /rozłożoną). Samopal vz. 26 strzela z zamka otwartego, zaś  automatyka broni działa na zasadzie odrzutu swobodnego zamka. Ciekawie rozwiązano mechanizm spustowy. Jest to system dwuchodowy, w którym krótkie ściągniecie spustu daje ogień pojedynczy, dłuższe zaś wyzwala ogień ciągły. Wersja fabryczna osiągała szybkostrzelność teoretyczną rzędu 650 strz./min. Na tyle mało, iż dało się strzelać bardzo krótkimi seriami, po 2 – 3 pociski.

Bezpiecznik dwupozycyjny umieszczono w tylnej części kabłąka; blokuje on język spustowy. Trzpień bezpiecznika oznaczany jest czerwoną farbą. Rękojeść przeładowania znajduje się nieco z lewej strony broni i może być łatwo napinana przez strzelców lewo i praworęcznych. Broń zasilana jest z dwurzędowych magazynków pudełkowych, wykonanych z blachy stalowej. Pojemność magazynka wynosi 32 naboje. Gabaryty magazynka  - długość 207 mm, szerokość 23 mm. Ładownica parciana mieści 5 magazynków, jednostka ognia wynosi więc minimum 160 nabojów.

Widoczny bezpiecznik

Magazynki do Vz 26

Dźwignia zwalniania magazynka znajduje się u dołu chwytu. Z prawej strony chwytu przedniego znajduje się specjalne wycięcie ułatwiające ładowanie magazynków, o ile dysponujemy nabojami w  łódce (obejmie) amunicyjnej.

Broń pochodzi ze składów armijnych. Części stalowe i lufa są najczęściej w idealnym stanie. Niestety, bakelitowe łoże peemu szybko się wyciera. Jego „podrapany” wygląd /zwłaszcza w niektórych egzemplarzach/ pozostawia wiele do życzenia. Okładziny chwytu noszą ślady zużycia, ale w końcu jest to broń z demobilu.  Chwyt tylny pod względem długości jest nieco za krótki. Pasuje idealnie tylko niewiastom i osobom o małych dłoniach. Brakuje ze dwóch – trzech centymetrów. Podczas celowania i strzelania stwarza to poczucie dyskomfortu. Negatywne wrażenie znika po pewnym czasie, gdy do chwytu się przyzwyczaimy.

Ewidentnie za krótka długość chwytu

Mechaniczne przyrządy celownicze składają się z muszki i obrotowej szczerbiny. Długość linii celowniczej wynosi 290 mm. Stosunkowo gruba, regulowana w płaszczyźnie poziomej muszka słupkowa chroniona jest solidną osłoną tunelową, wykonaną z grubej blachy stalowej. Szczerbina dysponuje czterema nastawami dystansowymi: 100, 200, 300 i 400 metrów. Są one oznaczane cyframi  2 , 3 i 4. Podstawową nastawą jest 100 metrów, przy czym  sygnatury „1” nie ma na ramce celownika. Przestawienie nastaw dokonuje się przez obrót celownika o kąt 90 stopni. Dla wprowadzenia nastawy „2” przekręcamy szczerbinę o jedną pozycję, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Nastawa „3” wymaga  dwóch klików w tym samym kierunku. Strzelanie na maksymalnym dystansie  400 metrów wymaga przestawienia szczerbiny w lewo, o jedną czwartą obrotu.

Obrotowa szczerbina, widok z góry

Silny nabój dysponuje wystarczającym rażeniem skutecznym nawet na dystansie 700 – 800 metrów. Jednak nikt realnie myślący nie będzie prowadził ognia z takiej broni z odległości powyżej 200 metrów,.

Metalowa, składana kolba dość łatwo dostaje niewielkich luzów ale nie stwierdziłem, by wpływały one na jakość strzelania. Celem złożenia kolby odciągamy ją do tyłu,  po czym składamy w lewo. Dla zablokowania stopki w położeniu marszowym wciskamy zatrzask ruchomej stopki, odchylamy ją w przód i zaczepiamy na specjalnym trzpieniu. Stopka kolby staje się wtedy dodatkowym chwytem przednim, wykorzystywanym przy prowadzeniu ognia z bardzo bliskich odległości, gdy nie ma czasu na rozłożenie  kolby.

Stopka kolby

Wciskamy zatrzask w tylnej części komory zamkowej

 

Generalnie  nie polecam wersji z kolbą stałą, bo jej jakość jest ledwie dostateczna. W niektórych egzemplarzach wygląda wręcz beznadziejnie i wcale bardziej nie stabilizuje broni.

Broń jest dość dobrze zabezpieczona przez wnikaniem zanieczyszczeń i działa bezawaryjnie nawet w trudnych warunkach. Odrzut i podrzut lufy są mniejsze niż w rosyjskim PPS wz. 43, przy każdym rodzaju ognia. Widać to wyraźnie zwłaszcza przy strzelaniu dłuższymi seriami. Zwarta konstrukcja czeskiej broni sprzyja kontroli prowadzonego ognia.

Z lewej strony komory zamkowej, blisko rączki zamkowej wybite jest oznaczenie kalibru (7,62 x 25 Tokarev, poniżej znajduje się punca i data przerobienia broni do wersji samopowtarzalnej – 12 oznacza rok 2012, 13 rok 2013. Ta sama punca i rok mogą być bite na lufie. Numer seryjny bity jest w tylnej, lewej części komory zamkowej. Część egzemplarzy ma w tym miejscu wytłoczony także rok produkcji, np. 1952. Za tylnym chwytem, w podstawie kolby umieszczone jest oznaczenie modelu – Vz  26  lub 24.

Rozkładanie broni jest bardzo proste – po wciśnięciu owalnego zatrzasku z tyłu komory przekręcamy nakrętkę w lewo i zdejmujemy ją. Wyjęcie zamka jest kwestią paru sekund. Możemy też wykręcić lufę – robimy to nakładając na dwie opory teleskopowy zamek i obracając nim w lewo.

Broń częściowo rozłożona, teraz można wykręcić lufę

Na te dwie opory zakładamy teleskopowy zamek i możemy wykręcić lufę

Nakrętka komory zamkowej

Po wycofaniu sprzętu z uzbrojenia armii czechosłowackiej sprzedano go kilku krajom, m.in. spore partie poszły do Libii, Kambodży, Chile czy Libanu. Ponoć niemało egzemplarzy trafiło również na Kubę. Co ciekawe, produkcję samopowtarzalnej wersji broni podjęto w RPA, pod nazwą Sanna 77; tylko w kalibrze 9 x 19 Para i bez kolby właściwej. Pewna ilość egzemplarzy używana była przez Biuro Ochrony Rządu.

Niewielkie gabaryty peemu, prosta budowa i znaczna siła ognia zostały docenione także przez naszych „żołnierzy wyklętych”. Niektóre grupy partyzanckie, zwłaszcza operujące blisko granicy starały się zdobyć Sa 24 i 26. Późne podziemie poakowskie ceniło tę broń bardziej od pepesz czy pepeesów.  I słusznie, bo był to dobry, celnie strzelający peem, w dodatku pod amunicję łatwą do zdobycia.

Czech wyglądem specjalnie nie grzeszy, choć jest to  oczywiście kwestią gustu. Surowe linie przypominają, iż jest to typowa broń wojskowa. Nie ma być piękna, ma być skuteczna. Klasyczny rozpylacz, idealny do walki z bliska.

Przy strzelaniu ogniem pojedynczym (z kolbą rozłożoną) jest wystarczająco celny nawet na dystansie 100 metrów. Muszka co prawda mogłaby być trochę cieńsza ale… Z odległości 50 metrów da się trafiać każdym strzałem w dziesiątkę  tarczy 23 P.  Strzelania z jednej ręki nie polecam, bo masa peemu jest za duża. Jest to oczywiście możliwe, ale o celnym ogniu nie ma wtedy co marzyć.  Możliwości broni zwiększyłaby karabinkowa lufa większej długości (np. 400 mm) i dłuższa linia celownicza ale  zdaje sobie sprawę, iż  koszt nabycia takiej broni byłby już inny.

Amunicji demobilowej wciąż nie brakuje; cena jednostkowa nabojów ze starszych partii (głównie lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku) waha się w zakresie 0,74 – 0,85 zł/szt. Jednak przy starych patronach zdarzają się niewypały, z winy amunicji. Na szczęście 7,62 x 25 jest nadal produkowany, choćby przez firmę Sellier & Bellot. I choć twierdzi się, że pocisk naboju 9 x 19 Luger dysponuje lepszym działaniem obalającym od starego 7,62 x 25 to ten ostatni łatwiej penetruje przeszkody i charakteryzuje się znacznie bardziej płaskim torem lotu. Jak zwykle, coś za coś.

Reasumując, vz. 26 to broń bardzo ciekawa, prosta w obsłudze i praktycznie bezawaryjna. Koszt zakupu wersji z kolbą składaną jest stosunkowo niski – nieco ponad 1200 złotych. Stary Samopal wciąż może sprawić wiele radości, zarówno kolekcjonerom jak i strzelcom sportowym.

Widoczna szyna ułatwiajaca osadzenie łódki magazynka do ładowania

Seria, numer i rok produkcji.JPG

Z dobrym Vz. 26 na strzelnicy

   Marek Czerwiński

 
Komentarze (12)

Napisane przez w kategorii Broń

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Damian Kurek

    28 października 2016 o 18:07

    Witam, mam pewne zapytanie do Pana, mianowicie poszukuję Pana książki „Strzelanie precyzyjne dla snajperów i myśliwych”, niestety wszystkie księgarnie maja braki na magazynie, a wydawnictwo nie wznowi druku. Jeżeli wie Pan gdzie można zakupić ten tytuł, to z chęcią to uczynię. Poszukuję wiedzy na temat odrzutu broni w kal. 308Win i 6.5×55 se, a wytrzymałości lunety. Jakie wstrząsy generują np. Delta Optical Titanium 3-24×56 ED MR.P300 OLT – odporność na wstrząsy: 1000G / 6500J). Pozdrawiam.,

     
    • mataczerw

      29 października 2016 o 13:26

      Mam jeszcze parę egzemplarzy tej książki ale wolałbym je zachować. „Bellona” wyprzedała wszystkie.
      Wymieniona luneta powinna bez problemu wytrzymać odrzut .308 Win. czy 6,5 x 55.

       
  2. ~myszon

    31 października 2016 o 17:04

    Panie Marku,

    Serdeczne dzięki za pomoc w wyborze sztucera. Użytkuję mojego Sauera 90 już jakiś czas i uważam że była to doskonała propozycja z Pana strony.

    Planuję w najbliższym czasie zakup kniejówki nowej lub używanej. Na broń (bez optyki) planuję przeznaczyć 5000-6000 zł. Kaliber kulowy 7x57r lub 243 Win (może 6,5x57r). Będę wdzięczny za poradę.

    Darz Bór

     
    • mataczerw

      2 listopada 2016 o 10:51

      .243 Win. w kniejówce nie polecam.
      Ostatnio sprawdzałem włoską Brixię i jest co cąłkiem niezła propozycja, tyle że w 7 x 65R lub 8 x 57JRS. Cena bodajże poniżej 5 tys. zł.

       
      • ~myszon

        2 listopada 2016 o 11:48

        Dzięki Panie Marku,

        A może coś z używanych w kalibrze 7x57r lub 6,5x57r ? Myślałem o Blaserze ES 700 lub 700/88 ?

         
        • ~Marek Cz.

          2 listopada 2016 o 12:46

          Niezła półka, pod warunkiem ze trafi Pan na egzemplarz w dobrym stanie. Trzeba byłoby obejrzeć te kniejówki.

           
          • ~myszon

            2 listopada 2016 o 13:24

            Panie Marku z tym to może być problem, bo chcę kupić przez egun :)

             
  3. ~Marek Cz.

    2 listopada 2016 o 16:36

    Trochę ryzykowne ale…
    Oby się udało.
    M.

     
  4. ~W

    3 listopada 2016 o 15:31

    Panie Marku, czy można prosić o jakiś kontakt do Pana (e-mail), aby móc się z Panem prywatnie skontaktować?

     
  5. ~Rafał

    25 grudnia 2016 o 10:00

    Witam, od nie dawna stałem się posiadaczem VZ 26, po wizycie na strzelnicy okazało się że sieje o jakieś 25cm w lewo, pytanie mam jak dobrać się tej muszce do tyłka a żeby nic przy okazji nie zepsuć, porysować. Czy potrzebuje do tego jakichś specjalistycznych narzędzi jak np. do ustawiania muchy w AK lub SKS

     
    • mataczerw

      26 grudnia 2016 o 12:31

      Można próbowac bez specjalistycznych narzędzi i bez zdejmowania osłony muszki; np. za pomocą stalowej szyny wlożonej pod osłonę muszki oraz młotka i punktaka.