RSS
 

Gaucher – Armes

17 mar

Firma Gaucher -  Armes z Saint Etienne może poszczycić się bogatą historią, bowiem powstała w 1834 roku. Tylko jeden francuski zakład wyrabiający broń myśliwską ma dłuższą historię; mianowicie Verney – Carron, założony w 1820 roku.

O firmie, aż do 1900 roku wiadomo niewiele. Prawdziwą kopalnią wiedzy wydaje się dopiero katalog z 1902 roku, w którym przedstawionych jest aż 79 różnych modeli strzelb, sztucerów czy ekspresów. Prawda, znaczna część wymienionych towarów to produkcja stricte amerykańska, a firma Gaucher tylko je sprzedawała. Gaucher był więc wyłącznym przedstawicielem na Francję kilku uznanych firm z USA. Na uwagę zasługują za to własne, bardzo dobre choć dość drogie  ekspresy.

Oddziały firmy Gaucher – Armes znajdowały się w Rio de Janeiro, Buenos Aires, Nowym Orleanie, Singapurze, Cape Town, Hanoi i Algierze; słowem wszędzie tam gdzie sięgały francuskie interesy, zwłaszcza kolonialne.

Charakterystyczny jest szeroki udział firmy w licznych wystawach czy targach broni myśliwskiej. Pierwszy sukces to medal zdobyty w 1851, roku, na wystawie w Londynie. Przez pierwsze sto lat istnienia Gaucher – Armes zdobyła 16 medali bądź honorowych dyplomów. Warto wymienić niektóre osiągnięcia: medale na wystawach w Paryżu (1878; 1889; 1900; 1931); Brukseli (1910); Moskwie (1891) czy Casablance (1915).

Największy rozwój firmy miał miejsce w latach pięćdziesiątych XX wieku. Katalog z 1954 roku zawiera aż 22 typy śrutówek, sztucerów różnych systemów czy ekspresów.

Najbardziej znanymi wyrobami były dubeltówki horyzontalne na zamkach Anson – Deeley, z potrójnym zamknięciem, powszechnie stosowanym w początkach XX wieku przez firmę Webley – Scott z Birmingham. Warto pamiętać, iż taki sam system potrójnego zamknięcia, prostszy w wykonaniu od Greenera (z górnym, poprzecznym ryglem) można spotkać w rosyjskiej dubeltówce Iż – 58.  Broń produkowano w trzech zasadniczych kalibrach – 12, 16 i 20; w pierwszym z nich lufy miały długość 70; 75 lub 80 cm; w drugim 70 i 75 cm.

Osady strzelb wykonywano z dobrego, szlachetnego orzecha francuskiego, charakteryzującego się znaczną twardością, zaś kolby najczęściej miały chwyt półpistoletowy. Taka forma uksztaltowania szyjki sprzyjała szybkiemu przeniesieniu palca z pierwszego na drugi spust. Kratka na szyjce czy czółenku była bardzo drobna (średnio 28 – 32 rzędy na cal). Jej nanoszeniu sprzyjała wytrzymałość orzecha tego gatunku. Wysoka jakość wykończenia wraz z elegancką konfiguracją całej osady tworzyły wrażenie subtelnej lekkości. W rzeczy samej, cała broń zachwycała także masą; strzelby ważyły maksymalnie 3,1 kg, zaś w kalibrze 20 tylko 2,6 kg.

Cześć dubeltówek miała płytki boczne, oczywiście przy zamkach typu Anson – Deeley pełniły one raczej rolę ozdobną, choć i wzmacniały całą konstrukcję. Na specjalne zamówienia firma wykonywana broń śrutową na „królewskich” zamkach typu Holland & Holland, z klasyczną kolbą typu angielskiego. Były to głównie strzelby typu sportowego, najczęściej precyzyjne „gołębiarki”.

Pierwsze nadlufki pojawiły się w ofercie firmy w latach siedemdziesiątych XX wieku. Strzelby wzorowano na Browningu B 25. Trzeba zaznaczyć, iż była to broń wyjątkowo lekka i składna (tylko 2,9 kg, przy kalibrze 12/70, lufach dł. 70 cm i dł. całkowitej 114 cm).

W latach osiemdziesiątych przedsiębiorstwo Gaucher – Armes (jak i większość firm francuskich, zajmujących się produkcją broni myśliwskiej) zetknęło się z poważnymi problemami. W rezultacie, w 1983 roku zakład został restrukturyzowany i wykupiony przez swoich pracowników, stając się spółką akcyjną. Firma przeniosła się do nowoczesnego budynku w Saint Etienne. W końcu lat osiemdziesiątych Gaucher – Armes zatrudniał 30 ludzi, w tym dziesięciu rusznikarzy posiadających własne zakłady. Rocznie mury fabryki opuszczało ponad 10 tys. jednostek różnej broni, w tym śrutówki kalibru 12, 16, 20; jednolufowe sztucery łamane, „afrykańskie” repetiery z zamkiem ślizgowo – obrotowym (na najgrubszego zwierza) i oczywiście ekspresy, przeznaczone do polowań pędzonych. Prócz tego Gaucher – Armes produkował sporo egzemplarzy broni kal. 22, w tym sportowe pistolety.

Warto zauważyć, iż wszystkie lufy firma wyrabiała wyłącznie na własnych maszynach. Odznaczały się one wysoką jakością.

Ok. 10 – 15 % produkcji trafiało na eksport, reszta na rynek wewnętrzny.

Gaucher – Armes był także wyłącznym dystrybutorem  na Francję angielskiej firmy Webley & Scott.

W 2000 roku Gaucher- Armes połączył się z firmą Bretton w jedno przedsiębiorstwo, pod nazwą Bretton – Gaucher. Firma Bretton była znana przede wszystkim jako producent ultralekkich strzelb typu bok, sprzedawanych pod nazwą „Baby Bretton” i „Bretton Fair – Play”.

Do bardziej znanych wyrobów należał expres „Cougar”, zbudowany w układzie nadlufki, a więc dwie lufy ułożone były w płaszczyźnie pionowej. Złamanie broni do załadunku następowało nie przez obrót z prawo górnego klucza lecz odchylenie dolnej dźwigni, będącej częścią kabłąka spustowego. Broń charakteryzowała się dobrą jakością wykonania oraz stosunkowo dostępną ceną.

Tanim, choć przy tym świetnie wykonanym modelem broni była śrutowa strzelba Bretton – Gaucher G 12 Phantom, z czterotaktowym zamkiem ślizgowo – obrotowym. Broń nie posiadała magazynka. Wersja w kalibrze .410/76 ważyła zaledwie 2,5 kg, przy lufie dł. 61,5 cm i dł. całkowitej 115 cm. Osadę wykonywano z orzecha lub czarnego syntetyku.

W 1994 roku, w 160 rocznicę założenia firmy wyprodukowano 16 specjalnych, wspaniałych egzemplarzy ekspresów Jean Gaucher (nazwa na cześć założyciela fabryki), po jednym na każde 10 lat istnienia zakładów. Broń została wykonana w kalibrach 9,3 x 74R, 8 x 57 JRS i 7 x 65R. Sprzedano piętnaście z nich, ostatni zaś znajduje się w muzeum broni w St. Etienne. Nazwiska posiadaczy nie zostały ujawnione. Poniekąd słusznie, bowiem początkowa cena ekspresu, równa 65 tys. franków do chwili obecnej wielokrotnie wzrosła. Wszystkie elementy dekoracyjne, a także grawerunek na broni zostały wykonane w stylu epoki, w której otwarto firmę. Ornamentyka pochodzi z rysunków najlepszego grawera tego okresu, Jeana Clouda Tisso (1826 – 1889), mistrza tzw. „paryskiego stylu” w sztuce zdobniczej.  Okucie stopki kolby oraz przedniej części czółenka wykonano z bogato grawerowanego brązu. Współczesne ekspresy, nawet nieseryjne nie są wyposażone w elementy tego typu, bowiem charakteryzują one broń pochodzącą z pierwszej połowy XIX wieku. Oczywiście, ekspresy, mimo historycznych zdobień i nieco archaicznego wyglądu zewnętrznego są bronią pełnowartościową, gwarantującą skupienia serii strzałów w kole o średnicy 5 cm/100 m (po dwa pociski z każdej lufy, bez przerw między parami strzałów). Grzbiet kolby, w tylnej części zdobiony jest medalionem, z  wyobrażeniem sarny. Dwuczęściowa osada wykonana jest z długo sezonowanego korzenia orzecha i wręcz poraża rysunkiem słojów. Zastosowano baskilę  jednoczęściową, z hartowanego bloku stalowego, gwarantującego wysoką wytrzymałość. Użyto zamków typu Anson – Deeley, natomiast samo zamknięcie jest potrójne, na dwa haki dolne blokowane ramką Purdeya oraz występ górny Scotta. Mechanizm spustowy dysponuje dwoma językami spustowymi.

Każdy ekspres pakowany był do kufra ze skóry. Numery broni bite były także na kufrze, na oddzielnej płycie. Sama numeracja jest bardzo ciekawa, bowiem odpowiada dziesięcioleciom istnienia zakładów. Pierwszy egzemplarz nosi więc numer 1844, kolejny 1854 itd. aż do ostatniego,  No 1944.

Marek Czerwiński

1

Zamek strzelby Bretton – Gaucher G 12

2

Phantom

3

Bretton – Gaucher

 
Komentarze (4)

Napisane przez w kategorii Broń

 

Tags:

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Jarek

    25 czerwca 2016 o 13:22

    Czy mógłby pan podzielić się wiedzą na temat Weatherby vs. Sako? I jak przy nich wypadają CZ/Mossbeerg? Dziekuję.

     
    • mataczerw

      25 czerwca 2016 o 16:49

      Weatherby Mark V to broń bardzo dobra, nie gorsza od Sako. Seria Vanguard to oczywiście niższa półka, bardzo zbliżona konstrukcyjnie do Howy M1500.
      CZ (550) i Mossberg (Patriot) to broń lokowana na poziomie Vanguarda.

       
      • ~Jarek

        28 czerwca 2016 o 05:18

        Dziekuje

         
        • ~Marek Cz.

          28 czerwca 2016 o 14:50

          Darz Bór!