RSS
 

Strach przed strzałem.

26 sty

Strach przed strzałem nie jest wcale zjawiskiem tak rzadkim jak się wydaje.  Uważa się, iż przypadłość ta dotyczy około 10 % myśliwych i strzelców sportowych. Można zdefiniować to zjawisko jako niekontrolowane, spazmatyczne wciskanie spustu, wyzwalane nieświadomym strachem przed bronią i strzałem. Standardowe symptomy to odsuwanie głowy od grzbietu kolby, zamykanie oczu czy ostre napinanie (skracanie) mięśni podczas odpalenia.

Expres afrykański firmy Fanzoj musi mieć pchnięcie

Zjawisko to obserwuje się przede wszystkim u początkujących strzelców, którzy po prostu boją się broni i strzelania. Tutaj niezwykle ważna jest rola nauczyciela. Dobry instruktor musi być po trosze i psychologiem. Bardzo łatwo jest zrazić nowicjusza – czasem wystarczy dać mu pierwszą broń w silnym, karabinowym kalibrze. I nie chodzi tutaj wcale o repetiery kalibru .375 H & H Mag. czy 9,3 x 64, które rzeczywiście mogą zranić psychikę młodego strzelca. Czasem wystarczy już .30 – 06 w lekkim sztucerze, by doszło do traumy. Mocne pchnięcie, podmuch i ostry huk wystrzału paraliżują wolę i mamy gotowego pudlarza. Najlepszą wydaje się metoda stopniowania trudności, dobrze jest więc zaczynać (już w dzieciństwie!) od karabinka pneumatycznego, potem sportowego w kal. 22 LR. Kolejną bronią kulową może być sztucer łamany kal. 222 lub .223 Rem., dopiero po jego oswojeniu przychodzi czas na słuszne kalibry.

Głupotą jest wrzucanie kandydata od razu do głębokiej wody. Jesteś chłopem, masz więc repetiera kal. 9,3 x 62 i ucz się strzelać. A jak boisz się „kopa” i huku to znajdź sobie inne hobby bo „polowaczka” nie jest dla słabych. Niestety, takie poglądy nie są wcale rzadkością. Zwolennicy radykalnego podchodzenia do nauki strzelania czynili i wciąż czynią wiele złego.

Dla większości współczesnych poborowych broń kalibru .308 Win. (7,62 x 51)  jest już za silna. Dotyczy to sekwencji kilku szybkich strzałów. Ktoś się żachnie – jak to, przecież do armii trafiają zdrowi, sprawni ludzie! Owszem, ale populacja jest coraz słabsza. Tak działa rozwój cywilizacyjny. Znacznie lepsze wyniki skupienia osiąga się z .223 Rem. Pchnięcie jest po prostu wielokrotnie słabsze.

Przeciętnie zbudowany, zdrowy mężczyzna o masie ok. 90 kg poczuje odrzut broni dopiero przy energii przekraczającej 30 J. Nie powinniśmy odczuwać negatywnych reakcji organizmu jeszcze przy pchnięciu dochodzącym do 40 J. Jest to oczywiście sprawa bardzo indywidualna, zależna nie tylko od warunków fizycznych (wagi ciała, stanu zdrowia, muskulatury) ale i odporności psychicznej. Ta ostatnia kwestia jest wciąż niedoceniana. Z mojej praktyki wynika, iż osoba o silnej, zrównoważonej psychice wytrzyma bez problemu nawet odrzut wielkokalibrowego sztucera.

Wykaz części kalibrów, które poczujemy w dołku strzeleckim:

Nabój Masa pocisku, g Prędkość, m/s Masa broni, kg Energia odrzutu, J
.270 Win. 9,72 857 3,6 33,5
7 mm RM 10,5 930 3,8 38,7
.308 Win. 11,66 799 3,6 30,3
.30 – 06 11,66 823 3,6 33,9
.300 Win. Mag. 14,26 817 4,1 58,6
8 x 68 S 14,51 870 4,1 52,5
.338 Win. Mag. 14,58 853 4,1 53,6
9,3 x 62 16,72 780 4,1 48,7
9,3 x 64 18,99 785 4,1 58,6
.375 H & H Mag. 19,44 765 4,1 74,5
.458 Win. Mag. 32,40 647 5,0 80,0

Inaczej przenosimy odrzut broni śrutowej (gdzie najczęściej strzelamy szybko, intuicyjnie) od odrzutu sztucera. Zjawisko pchnięcia zaczyna nam przeszkadzać przy dokładnym lokowaniu pocisków.

Strach przed strzałem wynika z jednoczesnego oddziaływania na organizm trzech negatywnych zjawisk: odrzutu broni, huku wystrzału i podmuchu. Kolejność nie jest przypadkowa. Podmuch jest najmniej „groźny”. Jeżeli odetniemy choćby jedno zjawisko musi nastąpić poprawa komfortu i wyników. Często wystarczy wyeliminowanie  hałasu, np. za pomocą aktywnych słuchawek czy innych środków ochrony słuchu. Warto przeprowadzić taką próbę. Jeżeli parametry skupienia i komfort poprawiają się,  mamy dowód, że sam odrzut nie jest tak istotny.

Intensywność dźwięku mierzy się w decybelach; poziom „słyszalności” układa się  dla człowieka gdzieś w przedziale 0 – 180 dB. Przy czym „0” oznacza próg słyszalności, najsłabszy dźwięk czy delikatny poszept, a „180” dB można przyrównać do ryku wydawanego przed startujący pocisk rakietowy. Dźwięk wystrzału waha się gdzieś w zakresie 134 – 165 dB, przy czym przedział 157 – 160 dB jest tak silnie odczuwany, iż może kojarzyć sie z bólem.

Tablica pokazuje zmierzony poziom hałasu, wyzwalanego podczas strzału przez broń w różnych kalibrach:

 

Typ broni, kaliber Poziom dźwięku
Strzelba kalibru 20/70 153
Strzelba kalibru 12/70 156
Sztucer kal. 223 Rem. 155,5
Sztucer kalibru .243 Win. 156
Sztucer kalibru .30 – 30 Win. 156
Sztucer kalibru .308 Win. 156
Sztucer kalibru .30 – 06 159
Pistolet 9 mm Para 158
Rewolwer .357 Magnum (lufa 152 mm) 164,5
Rewolwer  .44 Magnum (lufa 152 mm) 164,5

 

Wzrost skali dźwięku o 3 dB informuje nas o dwukrotnym zwiększeniu jego natężenia. Karabinek sportowy kal..22 LR wyzwala podczas strzału huk równy 134 dB. Jest on  aż siedmiokrotnie cichszy od strzelby śrutowej kalibru 12 (156 dB).  Dobrze to ilustruje wagę problemu.

Bardzo krótka lufa zwiększa istotnie huk wystrzału i wzmaga płomień. Pewien strzelec nie był w stanie oswoić sztucera z lufą długości 470 mm, a dał sobie radę z bronią o tej samej masie, tyle że z lufą długości 600 mm. W obu przypadkach chodziło o repetiera kal. 30 – 06. Po zastosowaniu aktywnych ochronników wrócił do swojej krótkiej „grom – pałki” i strzelał już bez stresu.

Strach przed strzałem dotyczy jednak i osób doświadczonych łowiecko. Dotyka zwłaszcza tych, którzy pierwszy raz biorą do ręki sztucer czy strzelbę dużego kalibru, pod mocny, nieznany im bliżej nabój. Silna amunicja budzi niepokój i obawę przed odrzutem. Typowym przykładem są kalibry „afrykańskie” (powyżej .375 H & H Magnum) czy śrutowe „dziesiątki”, „ósemki” i „czwórki”. Nierzadko wyprzedza je obiegowa opinia „łamaczy obojczyków”. Obserwowałem kiedyś starego myśliwego który nabył horyzontalną, hiszpańską „gęsiarę” kalibru 12/89, z możliwością jednoczesnego strzelania z obu luf. Taka broń była jego marzeniem, wcześniej polował  na ptactwo ze starej „szesnastki”. Gdy porównał wielkość nabojów 12/89 i 16/70 po prostu się przestraszył.  Drżał i pocił się przed pierwszym strzałem. W końcu nie wcisnął spustu. I choć tłumaczyłem, że broń jest specjalnie dociążona pod amunicję Super Magnum i nie wyzwoli destrukcyjnego pchnięcia nie uwierzył. Odważył się dopiero wtedy, gdy sam oddałem kilka strzałów. Nic strasznego się nie zdarzyło, choć salwa z dwóch luf wyrzucała w powietrze ponad 126 gramów śrutu. Odrzut musiał był silny – praw fizyki nie da się oszukać ale przecież do przeżycia. Aktualnie osiąga z tej broni bardzo dobre wyniki. Dlaczego? Bo nauczył się ignorować odrzut. To pierwsza i najważniejsza zasada – ignorowanie zjawiska pchnięcia.

Pomaga mu w tym pasja łowiecka. Gdy strzelamy do zwierza, zapominamy o odrzucie. Adrenalina go wytłumia. Lęk potrafi jednak wrócić na strzelnicy.

U pewnej części niezłych strzelców wykształca się także inna odmiana lęku – stała, trudna wręcz do wychwycenia. Nazywam ją  bojaźnią wystrzału. Trudna dlatego, że nie jest wcale zjawiskiem silnym czy paraliżującym. Jak wychwycić  każdy, nawet głęboko skrywany i „wytrenowany” strach przed strzałem? Potrzebna jest własna broń i amunicja oraz pomocnik (stojący nieco z boku i za nami), który będzie ładował naszą broń. Powinien on co pewien czas wprowadzać do komory nabój ślepy lub szkolny. Po kilku takich ćwiczeniach każdy sam zrozumie czy choruje na tę przypadłość czy nie. Widać to i czuć. Niektórzy cierpią, zanim wcisną spust. Innym tężeją mięśnie policzków, a na twarzy pojawia się dziwny grymas. Dobrze jest, aby osoba ładująca broń zrobiła nam kilka zdjęć. Nienaturalny mina jest niestety ewidentnym dowodem  bojaźni przed strzałem. Zjawisko to potrafi mocno utrudnić życie nawet dobrym zawodnikom. Może się pojawić na każdym etapie kariery. Dopada nas najczęściej znienacka, jak  alergia.

            Można i oczywiście trzeba z tym walczyć. Terapia może potrwać całe miesiące. Czasem stracimy cały sezon. Trudno. Aby pokonać tego wroga potrzebna jest cierpliwość. Pierwsza zasada – by się wyleczyć  trzeba wziąć pełny urlop od strzelnicy i broni, najlepiej na miesiąc. Umysł musi odpocząć. Resetujemy mózg. Wyrzucamy z pamięci i podświadomości wszystkie złe nawyki związane ze strzelaniem.

Bojaźń wystrzału u doświadczonych zawodników bierze się  najczęściej z faktu, iż  trenują za dużo z ostrą amunicją, w stanie permanentnego zmęczenia. Dotyczy to przede wszystkim tych, którzy strzelają do rzutków. Tymczasem suchy, a nie ogniowy trening czyni mistrza. Tysiące wystrzelonych nabojów zamiast spodziewanych rezultatów mogą wywołać skutek zupełnie odwrotny – wyniki zaczną spadać. Efekt przetrenowania.

Wracamy dopiero wtedy, gdy widok strzelnicy zacznie nam sprawiać niekłamaną przyjemność, a wciskanie spustu nie będzie już żadnym przymusem.

Marek Czerwiński

 
Komentarze (11)

Napisane przez w kategorii Broń

 

Tags:

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Adam

    27 stycznia 2017 o 22:50

    Witam Panie Marku.
    Fajny artykuł. Wystarczy jeszcze tylko trochę dystansu do siebie i swych umiejętności strzeleckich i można dzięki tej lekturze poprawić swoje wyniki. Niestety z tym dystansem różnie bywa ;)
    Czekam na kolejne wpisy na temat doskonalenia sztuki strzeleckiej.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Adam.

     
  2. ~Marek Cz.

    29 stycznia 2017 o 09:13

    Samych „dziesiątek” życzę.
    M.Cz.

     
  3. ~adam

    2 lutego 2017 o 17:21

    Bardzo pomocny artykuł,daje do myślenia.
    Czytałem kiedyś o tłumikach w Braci łowieckiej są ponoć u nas zakazane. Czy są jakieś sposoby na fizyczne zmniejszenie odrzutu i huku ?
    Pozdrawiam
    Adam.

     
    • mataczerw

      2 lutego 2017 o 18:36

      Trzeba zmniejszać odczuwanie huku za pomoca prostych zatyczek, jeszcze lepiej słuchawek aktywnych. Odrzut ograniczamy za pomocą stopek (amortyzatorów) z miękkiej lub średnio twardej gumy. Są wreszcie wstawki na obojczyk, zakładane np. pod kurtkę myśliwską lub na nią. Metod jest wiele.

       
    • ~Piotr

      7 lutego 2017 o 13:57

      Z tego co wiem, to tlumiki huku przez prawo nie sa zakazane. Zakazany jest handel nimi pod kara utraty koncesji. Oznacza to, ze sklep posiadajacy koncesje ich nie moze sprzedawac, ale juz przyslowiowy kiosk z gazetami moze. Policja dlugo twierdzila, ze bron z gwintem na koncu jest bronia szczegolnie niebezpieczna, ale potem tez sie z tego wycofala i wyszlo na to, ze od strony prawnej tlumika huku wolno uzywac.

      Dokladnie otym napisal Andrzej Turczyn:

      http://trybun.org.pl/2015/11/10/obowiazuje-zakaz-sprzedazy-tlumikow-huku-ale-mozna-je-posiadac/

       
  4. ~Leszek

    12 marca 2017 o 21:35

    Panie Marku!
    Odnośnie wielkości pchnięcia przy strzale – czy jest istotna różnica pchnięcia repetiera i broni automatycznej z tym samym /oczywiście/ nabojem? Pytanie w kontekście może jeszcze jednego sposobu ograniczenia pchnięcia.
    Serdecznie pozdrawiam Darz Bór pozostając z ogromnym szacunkiem, Leszek

     
    • mataczerw

      17 marca 2017 o 10:27

      Jest istotna róznica – repetier ma pchnięcie sporo większe niż półautomat.

       
  5. ~Kolarz77

    28 marca 2017 o 10:07

    Nie sądziłem że coś takiego istnieje.. Ale fakt, rozumiem teraz obiekcje kilku osób

     
    • mataczerw

      28 marca 2017 o 13:35

      Wbrew pozorom, dotyczy sporego procenta strzelców.

       
  6. ~Jarek

    5 maja 2017 o 11:36

    Witam,
    Panie Marku mam wrażenie, że opisał Pan moją historię. Zacząłem przygodę strzelecką od wiatrówki, wyniki były ponad przeciętne. Egzaminy strzeleckie „robiłem” na ojca 30-06. O ile wstrzelaniu dynamicznym do dzika było całkiem nieźle, to ze strzelaniem do tarczy zawsze był problem. Idąc za przykładem ojca również kupiłem 30-06. W łowisku było jak na egzaminie, jeśli dzik biegł i było bardzo mało czasu na oddanie strzału – trafiałem. Statycznie wychodziło źle ( źle to eufemizm w tym przypadku). Jakieś 2 lata temu wybrałem się na strzelnicę z kolegą, doświadczonym strzelcem (longshoty itp). Po pierwszej serii kolega powiedział że od momentu kiedy słychać trzask spustu do momentu wylotu pocisku z lufy jest w stanie zmówić zdrowaśkę – to był moment początku tuningu broni, ale to inna historia. Kolega bardzo dużo mówił mi o prawidłowej postawie, o sposobie nastawienia psychicznego, o sposobach relaksacji po strzale. I o tym że w 95% przyczyna niecelnego strzału jest w strzelcu. Innymi słowy korygował we mnie to czego sam nie potrafiłem zauważyć. Rola takiego opiekuna jest ogromna.
    Podsumowując:
    Obecnie z tej samej lufy na 100m z 30-06 z amunicji elaborowanej fabrycznie mieszczę trzy kule w kole o średnicy mniejszej niż 2 cm (0,5 MOA).
    Broń BRNO 98

    Pozdrawiam serdecznie i bardzo dziękuje za wiedzę którą się Pan dzieli
    Jarek

     
    • mataczerw

      5 maja 2017 o 12:12

      Gratuluję wyników i pracy.
      Darz Bór!